białołeka
Biblioteka

Biblioteka

Mam przed sobą zdjęcie z 1930 roku. To były początki biblioteki. Według mnie drugi rok jej istnienia. Brat stoi przy stoliku, młodzi czytelnicy czekają na zmiany książek. Ot po prostu kilku chłopców piętnastoletnich gromadziło książki od siebie, od znajomych, od rodziny i przed domem w Wiśniewie rozpoczęło wydawanie książek. Jeden dał 10 książek, drugi 15 i z

tygodnia na tydzień ilość książek się powiększała. Wszystko to w dni dyżurów wynosiło się w koszu od bielizny przed bramę. Tak się zaczęło.

W tych grubo przedwojennych latach nie było żadnej biblioteki dookoła, nie było książek. Dzieci garnęły się jak najliczniej do naszej biblioteki. Oto przykład jak właściwie z niczego, z zabawy piętnastolatków może powstać dzieło, które przetrwa lata.

Biblioteka liczy dziś kilkanaście tysięcy tomów i przez cały ten okres, przez 66 lat, swoje funkcje, chyba dość istotnie, spełnia. Przed wojną istniały zaczątki dzisiejszej biblioteki. W Henrykowie była filia, a w Wiśniewie wypożyczalnia dla dzieci i młodzieży. Wszystko to razem należało w latach 30-tych do Polskiej Macierzy Szkolnej, która objęła patronat nad biblioteką. Nazywało się to formalnie Czytelnia - Świetlica Koła Polskiej Macierzy Szkolnej. Oczywiście trzeba było zdobywać jakieś fundusze, żeby móc kupować nowe książki. Opłaty w bibliotece były symboliczne - przed wojną 10 gr. to nie był duży pieniądz, a tyle czyt

elnicy miesięcznie płacili. Zaczęli ci młodzi chłopcy urządzać przedstawienia amatorskie, żeby zyskać fundusze na bibliotekę. Jednym z członków trupy był przyjaciel mego brata, znany później Kurier z Warszawy, Zdzisław Jeziorański - Jan Nowak, wieloletni dyrektor radia Wolna Europa. Przedstawienia odbywały się w naszym mieszkaniu na ulicy Lwowskiej 13, publiczność stanowiła głównie rodzina, różne ciotki i wujkowie. Niekiedy organizowane były również loterie fantowe.

W czasie okupacji biblioteka przeżywała okres swego intensywnego rozwoju. Nigdzie nie było bibliotek, ani też żadnych rozrywek, więc czytelnicy zjeżdżali się z najrozmaitszych stron. Istnieją jeszcze ślady tej popularności. Zachował się zeszyt czytelników, których ilość przekraczała wtedy, z dziećmi licząc, tysiąc. Na dyżury przychodziło 70 - 80 osób. Czekało się na książkę w długiej kolejce, jak później w czasach kryzysu w latach 80. w sklepie mięsnym po kiełbasę.

Parę lat temu przyszła do biblioteki starsza tęga pani i wspominała, jak niegdyś przyjeżdżała po książki z Legionowa. Wtedy widać było drogę do biblioteki - wysiadłszy z kolejki, którą dojeżdżała, widziała czytelników zmierzających wszystkimi drogami w kierunku wypożyczalni. Oni wskazywali drogę. Dziś wszyscy wzruszają ramionami: jaka biblioteka? Był jednak czas, gdy jeździli czytelnicy z Legionowa, Jabłonny, Białołęki, Choszczówki, Żerania, Henrykowa, Piekiełka, Nowego Dworu, Tarchomina znad Wisły.

W pierwszych latach powojennych biblioteka rozkwitała nadal. Oczywiście tak jak za Niemców, również po wojnie wszyscy o niej wiedzieli, ale nikt jakoś jej nie szkodził. W księgozbiorze były rozmaite książki antykomunistyczne, lecz biblioteka mogła normalnie funkcjonować. Chociaż zdarzały się kontrole. Któregoś razu przyszedł jakiś młody inspektor, przeglądał katalog, zobaczył książkę pod tytułem "Michał Anioł" i uznał, że to pewno chodzi o świętego Michała Archanioła. Stwierdził, że to trzeba wyrzucić i zabrał książkę. Biedak nie wiedział, że Michał Anioł Buonarotti świętym nie był.

Zachowały się w katalogach podpisy inspektorów przy pozycjach, które ich zdan

iem należało usunąć. Przysyłano pisma wskazujące takie książki. Jednak księgozbiór szczęśliwie ocalał. Jedyne książki, które zginęły to te, które były u czytelników.

Biblioteka wielokrotnie zmieniała swoją siedzibę. Przed samą wojną 1939 roku mieściła się na ulicy Sąsiedzkiej u pani Chrzanowskiej - tu odbywały się potańcówki, tu mieściła się Macierz Szkolna. Właścicielem domu, w którym przetrzymywano zbiory biblioteki w czasie okupacji był brat Symeona Surgiewicza. Tenże Symeon Surgiewicz w 1945 roku wrócił do Wiśniewa z armii bolszewickiej i dzięki niemu, jego dobrym stosunkom z wyzwolicielami, księgozbiór wtedy ocalał. Symeon Surgiewicz w książce "Ciuchcie warszawskie" pisze trochę o bibliotece i tajnych kompletach w Wiśniewie. Autor, choć był ideowym komunistą, bardzo pozytywnie odzywa się o działalności oświatowej biblioteki. Wiele egzemplarzy "Ciuchci warszawskich" rozeszło się wśród dawnych uczniów i czytelników.

Biblioteka była nadal samowystarczalna. Po wojnie różne organizacje próbowały się nią opiekować. Najpierw Samopomoc Chłopska - dwa razy dała pieniądze i po roku zrezygnowała. Później Stronnictwo Demokratyczne. Mieli bardzo wiele planów, m.in. budowę odpowiedniego lokalu, ale w końcu stwierdzili, że biblioteka ma księgozbiór zbytnio na owe czasy niebezpieczny i wycofali się wkrótce z wszelkiej pomocy.

Oczywiście praca bibliotekarzy przez całe 66 lat była całkowicie społeczna. Przy takiej ilości czytelników musiało pomagać nam wiele osób. Trzeba było książki oprawiać, zajmować się księgozbiorem. W ten sposób biblioteka mogła się jakoś rozwijać. Przychodziły głównie wówczas uczennice szkolne. Z osób dziś żyjących: Maria Lisowska, Maria z d. Piertrucha Sekuła, Magdalena z d. Smolińska Chmielewska, Barbara z d. Dorobek Piasecka.

Późniejsze lata, 70 i 80, to okres upadku biblioteki. Mnożą się inne biblioteki, wzbogacają księgozbiory prywatne, a przy tym chyba jednak młodzież i dzieci o wiele mniej czytają. Książek z lektury szkolnej było w naszej bibliotece po 7 - 8 egzemplarzy. Dziś jest to wykorzystywane w bardzo małym stopniu. Jakoś sobie młodzież szkolna radzi inaczej: albo w ogóle nie czyta, albo kupuje książki, czy czyta streszczenia i to im musi wystarczać...

Obecnie część księgozbioru została oddana do parafii w Płudach. To jedyna instytucja, która będzie zawsze istniała, bo wszystko może się zmieniać, ale parafie pozostaną. Biblioteka parafialna dostała nawet nazwę imienia prof. Wojciecha Zawadzkiego, ma swoją pieczątkę. Cóż ale i tam, tak samo jak i wszędzie dzisiaj, nie ma wielkiego tłoku, ani wielkich szans rozwoju. Może to się jeszcze zmienić z czasem. Całość biblioteki będzie musiała również tam przejść, ale i dla szkoły można by część wydzielić.

Działalność biblioteki to jeden z ważnych rozdziałów życia mojego brata. Jeszcze przed wojną poza prowadzeniem biblioteki, podejmował liczne inne prace z dziećmi. Była to na przykład praca w ogródku. Cześć ziemi było oddane na tzw. zagonki. Dzieci się schodziły, tam sobie coś siały, pracowały. Urządzane były zawody sportowe z nagrodami. Można było tutaj przyjść, pobawić się, uprawiać sport. Było rozdawanie pomocy szkolnych dla młodzieży niezamożnej: kierownictwo szkoły przysyłało z karteczką ucznia, że potrzebuje kredek, zeszytów, czy jakichś innych artykułów szkolnych i to było za pieniądze Macierzy Szkolnej dzieciom kupowane.

Ale spośród tych wszystkich działań najważniejsza jest biblioteka, bo to zostało.

Antoni Zawadzki
styczeń 1997 r.

Opracowała A. Sekuła

Wyślij link mailem
Pdf
Drukuj
Powrót
Wypowiedz się
03-122 Warszawa
ul. Modlińska 197
Telefon:
22 44 38 400
Godziny pracy:
Pon-Pt: 08:00 - 16:00

Więcej na temat działania urzędu w komunikacie...